Weganizm

Krowie mleko – co o nim wiesz?

Kraina mlekiem płynąca

Są rzeczy, które najlepiej smakują w duetach. Kawa z mlekiem, truskawki ze śmietaną, czy pizza z serem – można wyobrazić sobie jedno bez drugiego, ale to już nie to samo. Ich wspólnym mianownikiem jest krowie mleko i nabiał. I wszystko byłoby z nimi OK, gdyby historia ich produkcji była równie apetyczna. A nie jest?

Krowy kojarzą się nam z sielskim, wiejskim krajobrazem. I nic w tym dziwnego. Najskuteczniejszym narzędziem utrwalającym to idylliczne wyobrażenie jest reklama. Wmurowała ona w naszą podświadomość symbol rozpoznawczy mleka i nabiału w postaci szczęśliwej krowy pasącej się na zielonych łąkach, brykającej z bocianami lub wylegującej się na sofie (jak w kampanii jednej z polskich marek mleczarskich) i puszczającej oko do konsumenta. Radosny przekaz trafia do nas z opakowań mleka, jogurtów, śmietan, serów, maślanek i maseł, z billboardów i spotów telewizyjnych. Nielogiczne wydaje się więc myślenie, że krowa nie ma beztroskiego życia i nie “produkuje” równie smakowitego mleka. Ten pozytywny obraz wbijany do głów przez agencje reklamowe na zlecenie branży mleczarskiej, towarzyszy nam od kilkudziesięciu lat i umacnia przekonanie, że krowie mleko oraz nabiał są dobre, zdrowe i stanowią niezbędny element codziennej diety. Co więcej wykształtował przeświadczenie, że sama produkcja mleka i nabiału nie ma sobie nic do zarzucenia.

Krowa daje mleko

W jednym aspekcie reklama nie kłamie – krowy to przyjazne, spokojne i pokojowo nastawione zwierzęta. Budują silne więzi w stadzie, otaczają opieką i czułością swoje potomstwo. Tych instynktownych potrzeb i zachowań nie są w stanie realizować na farmach przemysłowych, które wyspecjalizowały się w masowej produkcji mleka. W naturze krowy mogą dożyć 25 lat. W hodowlach bydło wysyła się do rzeźni w wieku 1-2 lat, natomiast krowy mleczne żyją kilka lat dłużej, co nie znaczy, że lepiej.

Przekonanie, że “krowa daje mleko” jest powtarzane jak mantra. I błędnie, bo nie daje go tak po prostu i sama z siebie. Nadal wiele osób jest przeświadczonych o tym, że krowy produkują mleko w sposób ciągły, bo taka jest ich natura. Ta ogromna luka poznawcza sprawiła, że krowy w naszej świadomości funkcjonują jak maszyny wytwarzające taśmowo dodatek do kawy, płatków, ciast, czy pizzy, a wszystko to odbywa się oczywiście w sielskim krajobrazie. Rzeczywistość nijak ma się niestety z tym wyobrażeniem. Jak wygląda produkcja mleka w praktyce?

Cielaki – produkty uboczne

Krowa, tak jak samice innych ssaków, aby mogła dawać mleko musi zostać zapłodniona, a następnie urodzić cielaka. W naturalnym środowisku po 9 miesiącach ciąży rodzi się młode, które matka karmi własnym mlekiem i otacza opieką. Natomiast w hodowlach przemysłowych krowy są rok w rok sztucznie zapładniane, a cielaki odbierane im niemal zaraz po porodzie. Młode płci męskiej są traktowane w branży mleczarskiej jak produkt uboczny produkcji mleka. Po okresie od 2 do 8 tygodni spędzonych w odizolowanych kojcach są wysyłane do rzeźni, a tam przerabiane na cielęcinę. Osobniki płci żeńskiej za kilka miesięcy podzielą los swoich matek.

Cielęta przeznaczone na ubój w okresie separacji nie mogą ssać wymion matki i nie mają szansy na wykształcenie z nią naturalnej więzi. Obserwuje się, jak w desperacji ssą pręty ogrodzeń. Jako główne czynniki powodujące cierpienie u cieląt organizacja Compassion in World Farming Polska wymienia izolację, brak kontaktu z innymi cielętami i możliwości zabawy, głód, niemożliwość swobodnego poruszania i związany z tym stres, a zimą niską temperaturę i brak możliwości ogrzania się.

Cielaki trafiają również na pakę tzw. “żywych transportów”, które przewożą je ciężarówkami lub statkami w odległe zakątki świata, aby tam przerobić je na mięso. Takie transporty trwają nawet do kilku tygodniu, a zwierzęta często docierają do celu stratowane lub martwe.

Coraz rzadziej praktykuje się chów cieląt na “białe mięso”. Odbywa się to poprzez karmienie ich preparatami o niskiej zawartości żelaza i celowe wprowadzanie w anemię. Ta praktyka powoduje, że mięso staje się blade i “delikatne dla podniebienia”.

Odizolowane kojce, w których trzyma się przez kilka tygodni cielaki.

Zdjęcia pochodzą ze śledztwa przeprowadzonego przez organizację Compassion in World Farming Polska.

Maksymalizacja produkcji mleka

Ocielonej krowie zabiera się mleko i oddaje, zamiast cielakowi, człowiekowi. Już nawet po upływie ok. 6-7 tygodni od porodu zapładnia się ją ponownie, po porodzie odbiera młode i tak przez kolejne lata. Krowy mleczne przez ok. 6 lat swojego życia są w niemal nieustającej ciąży i hodowane w ten sposób, aby produkcja mleka była jak najbardziej wydajna. Compassion in World Farming Polska podaje, że gdyby krowa produkowała mleko jedynie dla wykarmienia cielaka byłoby to ok. 4 litrów w ciągu doby, natomiast w intensywnych hodowlach przemysłowych produkuje ona 20-30 litrów. Z wysokowydajnych ras farmy są w stanie wydoić nawet 60 litrów mleka.

Nie trudno sobie wyobrazić, jak wielkim jest to obciążeniem dla organizmu tych zwierząt. Nienaturalny ciężar wymion powoduje skomplikowane problemy ze zdrowiem, np. kulawiznę i utrudnia kładzenie się. Następujące po sobie ciąże i porody, chów w zamknięciu, choroby wymion tzw. “mastitis” powodowane niehigienicznymi warunkami dojenia (cierpi na nie aż do 50% krów mlecznych), problemy z racicami i w ich następstwie nieopłacalność dalszego utrzymywania słabych zwierząt sprawia, że krowy już jako wyeksploatowane wraki wysyłane są do rzeźni. Ich mięso często nie nadaje się już do spożycia przez ludzi, więc jest przerabiane np. na karmy dla zwierząt domowych. I tu kończy się historia radosnej krowy z opakowania mleka i nabiału.

Na marginesie dodam, że standardową metodą leczenia zapalenia wymion (infekcje te powodują w 90% bakterie min. paciorkowce i gronkowce, a także mykoplazmy, grzyby, wirusy i glony) jest coraz mniej skuteczna antybiotykoterapia. Bakterie wywołujące chorobę uodparniają się, co znacznie utrudnia leczenie. W przypadku zapalenia wymion do mleka dostają się więc bakterie, takie jak np. streptococcus agalactiae (paciorkowce), które mogą być niebezpieczne dla ludzi powodując m.in. zapalenie opon mózgowych i płuc u dzieci. Oprócz bakterii do mleka trafiają też standardowo komórki somatyczne, czyli żywe lub obumarłe ciałka krwi oraz komórki tkanki gruczołowej. Dopuszczalny poziom komórek somatycznych w mleku to 250 tys. w 1 ml.

Bez trudu możemy znaleźć informacje w serwisach branżowych, mówiące o tym, że w Polsce nie istnieje system, który dokładnie monitoruje zużycie antybiotyków w hodowlach przemysłowych, a ich stosowanie zwiększa oporność na leki. Rosnąca antybiotykooporność u ludzi jest powodowana właśnie nadużywaniem antybiotyków w hodowlach przemysłowych zwierząt, w tym przy produkcji mleka.

Intensywna hodowla przemysłowa nie uwzględnia fizycznego dobrostanu zwierząt, a co tu dopiero mówić o ich “komforcie” psychicznym. Nie trzeba przeprowadzać wielkich doświadczeń, aby stwierdzić, że krowy, którym po porodzie odebrano (albo po prostu ukradziono) ich potomstwo, przeżywają rozpacz. Hormony wydzielające się podczas porodu mają za zadanie wzmocnić więzi pomiędzy matką a dzieckiem. Tak samo dzieje się w przypadku ludzi. U krów hodowanych na mleko ten proces zostaje brutalnie przerwany. Krowy potrafią całymi dniami i nocami wyć z żalu za straconym cielęciem. Powtarzający się systematycznie cykl “zapłodnienie – ciąża – poród – zabieranie potomstwa” na pewno odbija się fatalnie na ich psychice. Ostatecznie są traktowane jak maszyny w fabryce produkującej określony towar – im szybciej i wydajniej, tym lepiej.

Szacuje się, że Polska znajduje się w czołówce światowej produkcji krowiego mleka i jego spożywania. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny w 2018 r. w Polsce hodowano 6 183,300 bydła, w tym 2 417,400 krów i 1 709,400 cieląt, wyprodukowano 13767,8 mln litrów mleka, tj. o 3,5% więcej niż w 2017 r., a przeciętna roczna wydajność mleka od 1 krowy wyniosła 5747 litrów i w stosunku do 2017 r. wzrosła o 60 litrów.

Karuzelowa hala udojowa jest w stanie w ciągu godziny wydoić 280 krów.

Mleko dla cielaka, nie dla człowieka

Człowiek jest jedynym gatunkiem, który pije mleko pochodzące od innego gatunku niż swój, i co najdziwniejsze, robi to również w wieku dorosłym. Czy jest to dziś niezbędne? Nie jest. Czy ludzie na drodze ewolucji przystosowali się do spożywania krowiego mleka? Większość nie, co objawia się nietolerancją laktozy. Według kampanii “Białe kłamstwa”, prowadzonej przez Fundację Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!, 75% światowej populacji nie trawi laktozy, a spożywanie mleka może prowadzić do osteoporozy, raka piersi, prostaty, rak jelita grubego, otyłości, cukrzycy i chorób układu krążenia.

Fundacja przytacza badania, które sugerują, że osteoporoza jest bardziej powszechna w krajach, w których konsumpcja nabiału jest największa, jak w Wielkiej Brytanii, gdzie notuje się najwyższy odsetek zachorowań. W Nigerii, której mieszkańcy prawie w ogóle nie spożywają nabiału, osteoporoza nie występuje. Dieta bogata w nabiał i białko zwierzęce może prowadzić też do utraty tkanki kostnej. Procesy te zaobserwowano u Eskimosów, których posiłki składają się głównie z tych produktów i praktycznie nie zawierają warzyw i owoców.

Kampania “Białe kłamstwa”Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!

Mleko się rozlało

Po latach licznych kampanii promujących krowie mleko i nabiał jako złoty środek na mocne i zdrowe kości, ciężko uwierzyć, że mogłoby być inaczej. Nie łatwo też zaakceptować fakty dotyczące warunków, w jakich hodowane są krowy i cielęta, gdy dookoła same “szczęśliwe” mleka, sery, śmietany i jogurty.

Jednak dostęp do informacji zrobił swoje, uwrażliwił konsumentów i zapoczątkował dyskusję na temat nieetycznej, i nierzadko okrutnej, hodowli krów mlecznych i cieląt. Światło dziennie ujrzały także agresja i przemoc fizyczna wobec zwierząt gospodarskich (m.in. bicie i głodzenie), o których coraz częściej informują aktywiści zatrudniający się na farmach.

Przedstawiciele branży mleczarskiej nie pozostają obojętni, nazywając osoby zaangażowane w walkę o ochronę zwierząt i środowiska ekoterrorystami, pseudoekologami, manipulantami i radykałami. Po latach eksploatacji krów i ich młodych, masowej hodowli nie uwzględniającej ich naturalnych potrzeb, w których traktowane są jak produkty, a nie jak żywe, czujące stworzenia, przyszedł czas trudnej konfrontacji z konsumentem. Na niekorzyść ludzi z branży konsumenci i konsumentki samodzielnie potrafią ocenić sytuacje, widzą raporty, filmy i zdjęcia, czytają statystyki i coraz częściej nie chcą już pozostawać bierni i mydlić sobie oczu reklamą.

Roślinne zamienniki mleka i nabiału

Jeśli nie krowie mleko i nabiał, to co? Wybór roślinnych zamienników jest szeroki i smaczny. Mleka sojowe, migdałowe, ryżowe, owsiane, kokosowe, sezamowe, z orzechów nerkowca i laskowych lub z konopi są już dostępne nie tylko w sklepach ze zdrową żywnością, ale też w dyskontach i marketach. Jeśli zależy nam na ich wysokiej jakości, to można pokusić się o zrobienie mleka roślinnego w domu. Szybko powiększa się również wegański asortyment różnych rodzajów śmietan, serów, jogurtów, a także maseł, które stanowią dobrą alternatywę dla tradycyjnego nabiału.

Cennym źródłem wapnia jest nie tylko krowie mleko i nabiał, ale także warzywa i owoce, takie jak brokuły, rzepa, kapusta pekińska, jarmuż, soja, biała fasola, bataty, suszone figi i morele, czarne porzeczki, jeżyny, pomarańcze, a także produkty roślinne m.in. tempeh, masło migdałowe, tahini.

Czy warto wybierać ładnie wyglądające produkty pochodzenia zwierzęcego obciążone taką historią? Decyzje zakupowe i żywieniowe zależą od nas samych. Ja stawiam na pyszną kawę z mlekiem roślinnym, a mleko krowie zostawiam dla cieląt.


W grupie Ethical Travellers – weganizm i minimalizm tu i tam inspirujemy się wzajemnie w tematach związanych z dobrymi nawykami, roślinną dietą, minimalizmem, odpowiedzialnymi podróżami, ochroną praw zwierząt i przyrody. Dołącz do nas! Odwiedź również profil na Facebooku i Instagramie.


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x