Dobre nawyki,  Weganizm

Weganizm – z czym to się je?

Zmiany, które kiełkują

Jeszcze kilka lat temu niewiele mówiło się o wegetarianizmie i weganizmie, a gdy już temat trafił na stół towarzyszyło mu wiele niedomówień i mitów. Wegetarianie i weganie byli postrzegani z podejrzliwością, a nawet wrogością ze strony osób odżywiających się w tradycyjny sposób. Dziś sytuacja zmieniła się radykalnie. Mają na to wpływ szeroki dostęp do informacji, nowe badania dotyczące wpływu diety na zdrowie, rosnący odsetek osób ograniczających lub rezygnujących z jedzenia mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. Nastała też moda na gotowanie, która otworzyła szeroko drzwi dla przepisów wegetariańskich i wegańskich. Nie małe znaczenie mają doniesienia ze świata sportu. Dieta 100% roślinna króluje na talerzach mistrzyń i mistrzów w różnych dyscyplinach, udowadniając, że nie tylko mięso daje siłę, szybkość i wytrzymałość.

Wegetarianizm

Kiedy 8 lat temu z dnia na dzień postanowiłam przestać jeść mięso, podjęłam najważniejszą decyzję w moim życiu. Wówczas nie przeczytałam jeszcze ani jednej książki dotyczącej wegetarianizmu. Nie obejrzałam żadnego filmu nawołującego do porzucenia tradycyjnej diety i odsłaniającego kulisy hodowli przemysłowej. Nie słyszałam też o tym, że produkcja mięsa jest głównym czynnikiem sprzyjającym dewastacji środowiska naturalnego, zanieczyszczając powietrze, glebę i wodę. Owszem, od lat angażowałam się w działania organizacji prośrodowiskowych i prozwierzęcych, od dziecka byłam wrażliwa na los zwierząt, ale podobnie jak miliony osób na całym świecie brakowało mi głębszej refleksji na temat tego, co miałam na talerzu. Pamiętam, że kiedy czasem nachodziła mnie myśl dotycząca zabijania zwierząt i ich zjadania, tłumaczyłam sobie, że tak było od zawsze, więc pewnie ma to jakiś sens. Mięso nigdy nie dominowało w mojej diecie, ale kabanos nie raz szedł ze mną w góry, a kurczak był produktem, jak ryż czy makaron.

Na szczęście przyszedł dzień, który rozpoczął niezwykłą zmianę, trwającą do dzisiaj. Może to był jakiś przebłysk świadomości, którego nie można było zbagatelizować. Pamiętam silne przeświadczenie, że od dziś zaczynam coś nowego i wartościowego. Od tamtego dnia nigdy nie zjadłam nawet kawałka mięsa, no chyba, że ktoś mi je podstępnie przemycił. Było to postanowienie bez wyrzeczeń i walki samej ze sobą. Miałam wrażenie, że czasem większy problem widziało w tym moje otoczenie, konfrontując się z czymś, czego do końca nie rozumiało. Z czasem zdziwienie zamieniało się w akceptację. Nawet moja babcia, która nie wyobraża sobie życia bez kotlecika, z miłością zaczęła szykować dla mnie wegetariańskie obiady.

Gdy pożegnałam mięso i przywitałam hummus – moje kulinarne odkrycie życia – zaczęłam uważniej przyglądać się ideom, które kierują wegetarianizmem. Najważniejsza była dla mnie empatia wobec zwierząt. Po czasie zrezygnowałam z jedzenia ryb, a wcześniej odstawiłam niektóre produkty odzwierzęce – na pierwszy rzut poszło krowie mleko i jogurty. Te drugie, z wymyślnymi dodatkami, wydawały mi się zbędnym wytworem marketingowym. Karmieni zewsząd reklamami produktów mlekiem płynących na zielonych łąkach, wierzymy, że są nam szczególnie potrzebne, co niekoniecznie jest prawdą. Pewnie tak, jak i Wy jedzenie płatków i naleśników, czy picie kawy i kakao z mlekiem wyniosłam z domu. A mit, że nabiał jest najważniejszym źródłem wapnia, bez którego nie ma mowy o zdrowych kościach, utrwaliła szkoła i telewizja. Interesując się coraz bardziej dietą rośliną i jej dobroczynnym wpływem na zdrowie, szybko zrozumiałam, że “nie będę wielka”, pijąc mleko.  Wtedy nie wiedziałam jeszcze, co naprawdę skrywa przemysł mleczarski za opakowaniem z wizerunkiem uśmiechniętej krówki.


Dociekaj, kwestionuj i ucz się

I tak minęło kolejnych kilka lat – szkoda, że tak długo – aż dociekliwość odsłoniła przede mną cały kosmos inspirujących badań i raportów, śledztw, artykułów, literatury, filmów, a także historii zwykłych osób i niepodważalnych autorytetów, które po raz kolejny odmieniły moje życie. Odmieniły i ugruntowały przekonanie, że edukacja to fenomenalne narzędzie, bez którego nie możemy się rozwijać, poznawać siebie ani otaczającego nas świata. To brak rzetelnej wiedzy sprawia, że tkwimy wygodnie w nawykach, stereotypach, tradycjach, które nie zawsze są dla nas dobre. Bez edukacji stoimy w miejscu, powielamy bezrefleksyjnie schematy, nie patrzymy ku przyszłościowym rozwiązaniom. Do tej wiedzy często musimy dokopać się sami, bo szkoła i najbliższe otoczenie są nierzadko zatopione w mitach i błędnych przekonaniach utrwalanych latami.

W czasach, gdy na niedzielnym śniadaniu od czasu do czasu rządziła jajecznica, a bez sera na pizzy, zapiekance i kanapce trudno byłoby się obejść, potrafiłam pomyśleć, że weganizm to już chyba lekka przesada. “Jaką krzywdę wyrządzam zwierzętom, jedząc produkty, takie jak masło, sery, czy jajka?” – myślałam. Byłam wegetarianką, więc czułam się z lekka usprawiedliwiona. Z powodu braku wiedzy nie rozumiałam, w jaki sposób produkcja masła wpływa na los hodowanej na mięso krowy, a jajka na życie kur niosek. Ponownie brak rzetelnych informacji determinował moje wybory.

Kampania “Ratujmy nasze antybiotyki” CIWF Polska

Hodowla przemysłowa zwierząt

Im więcej dociekałam, tym bardziej nie mogłam uwierzyć w to, że produkcja naszego codziennego jedzenia jest owiana tajemnicą. Dlaczego nikt nie mówi otwarcie, że krowy są systematycznie, sztucznie zapładniane, by rodziły młode, które zaraz po urodzeniu są od niech odbierane, aby ich mleko mogło trafić nie do cielęcego pyska tylko na sklepowe półki. Krowy natomiast, gdy nie nadają się już do kolejnego zapłodnienia, jadą do rzeźni. Cielaki w tym czasie są odkarmiane w izolacji produktami z niską zawartością żelaza, aby cielęcina z nich zrobiona była blada, czyli “delikatna dla podniebienia”. Dlaczego nikt nie mówił, że młode kurczaki płci męskiej są traktowane jak odpad, produkt uboczny hodowli jajek i standardowo mieli się je żywcem lub zagazowuje dwutlenkiem węgla. Nie wiedziałam też, w jakich warunkach są hodowane kury na fermach przemysłowych, które przed laty znosiły dla mnie jajka na niedzielną jajecznicę. Stłoczone przez całe życie w ciasnych klatkach (na jedną kurę przypada powierzchnia kartki A4), nie mogące rozprostować skrzydeł, odcięte od świeżego powietrza i naturalnych potrzeb, pracują dzień i noc, aby zaspokoić kubki smakowe konsumentów.

Oczywiście powszechnie nie informuje się też o ogromnych ilościach antybiotyków podawanych profilaktycznie zwierzętom hodowlanym (również zdrowym),  które wraz z produktami pochodzenia zwierzęcego – z nabiałem włącznie – trafiają na nasze talerze. Faszerowanie zwierząt lekami powoduje między innymi antybiotykooporność u ludzi. Według Compassion in World Farming “tylko w Polsce na fermach używa się rocznie 600 ton antybiotyków, z czego prawie 90% podawanych jest masowo całym grupom zwierząt. Już teraz w Unii Europejskiej umiera z tego powodu 25 000 osób rocznie”[1].

Roślinne zamienniki produktów odzwierzęcych

Czy to wszystko jest warte tego, aby wypić kawę z krowim mlekiem lub posmarować  kanapkę masłem? Dla mnie już nie. Czy nie tęsknię za smakiem pizzy z ciągnącym się serem, jajecznicą lub sernikiem? Nie muszę tęsknić, ponieważ dla wszystkich odzwierzęcych produktów są dostępne roślinne zamienniki – smaczne, etyczne i zdrowe, bez antybiotyków i hormonów. Na wyciągnięcie ręki jest wiele rodzajów roślinnego mleka (migdałowe, z nerkowca, ryżowe, kokosowe, sojowe, owsiane, z konopi), serów, masła, jogurtów, śmietan, a nawet substytutów jajek, z których bez problemu przygotowuje się dania na słono i słodko. A jeśli ktoś zatęskni za tradycyjną jajecznicą, to może ją upichcić z naturalnego lub wędzonego tofu.


Różne oblicza weganizmu

Poznawszy mechanikę działania hodowli przemysłowych, nie mogłam dłużej ich finansować i godzić się z faktem, że zwierzęta są traktowane jak śrubki na taśmie produkcyjnej. Nie mogłam też jedne kochać, a drugie, niemniej wrażliwe i inteligentne, zjadać. Myślę też, że to nasze człowieczeństwo, które tak bardzo podkreślamy, aby oddzielić ludzi od świata zwierząt, powinno się wyrażać właśnie w świadomej rezygnacji z ich wyzyskiwania.

Dwa lata temu przeszłam na weganizm. To było postanowienie noworoczne, które przetrwało próbę czasu. Moja dieta nigdy wcześniej nie była bardziej urozmaicona i kreatywna, wyniki krwi lepsze i nigdy wcześniej nie czułam większej, wewnętrznej satysfakcji. Ale weganizm nie kończy się na kuchni. To nie tylko dieta, która wyklucza jedzenie wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego. To filozofia, która opowiada się za szacunkiem dla zwierząt i ich prawem do godnego życia. Wspiera ochronę przyrody, która w dzisiejszych czasach jest wyjątkowo boleśnie niszczona w dużej mierze przez hodowle przemysłowe. Jest jednym z najlepszych i najbardziej naturalnych dla człowieka sposobów na zdrowe odżywianie. Kolejność priorytetów dla każdego może być inna.

Alternatywy dla materiałów pochodzenia zwierzęcego

Do wielu produktów obecnych na sklepowych półkach i wieszakach jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni, że nie zastanawiamy się, jaką drogę przebyły i z czym wiąże się ich wytwarzanie. Skórzana odzież, buty, dodatki, tapicerki w domu i samochodzie, kożuchy, naturalne futra, produkty z wełny, angory (sierść królicza), kaszmiru (podszycie kozy kaszmirskiej), moheru (włosie kozy angorskiej) i jedwabiu, a także wypełnienia z pierza kaczego lub gęsiego są wszechobecne. Większość materiałów pochodzenia zwierzęcego jest produkowana celowo i na masową skalę. Nie są to produkty uboczne hodowli zwierząt, jak się często błędnie twierdzi. Tak więc argument, że lepiej wykorzystać futro lub skórę, niż je wyrzucić, nie ma uzasadnienia. Jak podaje Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!: “Polska jest drugim krajem w Europie pod względem liczby zwierząt zabijanych na futro. Zabija się ich u nas prawie 10 milionów rocznie, głównie norek amerykańskich, ale też lisów i szynszyli” [2]. Hodowla zwierząt na futra i skóry (nie tylko krowiej ale też ze zwierząt egzotycznych) odbywa się w skandalicznych warunkach, powodując ogromne cierpienie i zanieczyszczenie środowiska. Wełna kojarzy nam się z zakopiańskim bacą, który strzyże swoje owce na tle Giewontu. Nic bardziej mylnego. Zarówno masowa produkcja wełny, angory, kaszmiru, moheru czy pierza, często wiąże się z okaleczaniem zwierząt, niehumanitarnym transportem i hodowlą. Na rynku jest dostępnych wiele tkanin pochodzenia roślinnego produkowanych z bawełny, lnu, konopi, korka, jedwabiu sojowego, wiskozy, a nawet bardzo wytrzymałe “roślinne skóry” robione z liści ananasa lub grzybów, które z powodzeniem zastępują materiały odzwierzęce. Jak się w tym wszystkim zorientować? Można zacząć od wyrobienia sobie nawyku czytania metek.  

Kosmetyki ze składnikami odzwierzęcymi

Weganizm sprzeciwia się również wykorzystywaniu produktów pochodzenia zwierzęcego w kosmetykach i ich testowania na zwierzętach. Doświadczenia laboratoryjne nierzadko bazują na okrutnych metodach i są w dzisiejszych czasach zbędne, ponieważ istnieją dla nich etyczne alternatywny. Do produkcji popularnych kosmetyków wykorzystuje się między innymi tłuszcze zwierzęce, lanolinę, keratynę, elastynę, jedwab, wosk pszczeli i miód, kolagen, mleko, jajka, chitynę. Kosmetyki i artykuły pielęgnacyjne znakowane specjalnymi certyfikatami jako wegańskie są coraz  bardziej popularne. Wydłuża się też lista etycznych marek, które wytwarzają swoje produkty w 100% na bazie roślin.

Wykorzystywanie zwierząt w rozrywce

I ostatnia bardzo ważna kwestia. Weganizm, podobnie jak inne ruchy walczące o prawa zwierząt, dąży do zdelegalizowania atrakcji, w których dla zysku wykorzystywane są zwierzęta. Prym wiodą cyrki, parki rozrywki, delfinaria i oceanaria, korrida, przejażdżki na słoniach i wielbłądach i wiele innych, w których zwierzęta poddawane są agresywnym tresurom lub narkotyzowane, jak w przypadku pseudosanktuariów. Trzymane w klatkach lub ciasnych basenach mają zabawiać widzów, przynosząc zarobek ich właścicielom. Biznes, legalny i nielegalny, bazujący na znęcaniu się nad zwierzętami nie ma granic, a lista gatunków, które mogłabym tutaj wymienić jest bardzo długa. Świadoma rezygnacja z uczestnictwa w tego typu rozrywkach jest istotnym elementem walki o prawa zwierząt i ich godne życie.


Bądź zmianą, której oczekujesz

Jak widzicie, weganizm to nie tylko sałata i tofu. A ten tekst jest zaledwie zalążkiem tego, czym chciałabym się z Wami podzielić w temacie roślinnej diety, etycznych produktów codziennego użytku, humanitarnego traktowania zwierząt i ochrony środowiska. Dziś już wiemy, że hodowla zwierząt, wliczając w to wylesianie i produkcję pasz, odpowiada za 18% emisji gazów cieplarnianych [3], czyli więcej niż cały światowy transport (lądowy, lotniczy i morski). Masowe karczowanie lasów i puszcz tropikalnych pod uprawy pasz potęguje kryzys klimatyczny i prowadzi do wyginięcia wielu gatunków roślin i zwierząt. Czy można odwracać od tego wzrok? W naszych rękach jest odpowiedzialność za to, w jakim stanie zostawimy po sobie Ziemię i w jakim świecie przyjdzie żyć naszym dzieciom. Zmianę nawyków można zacząć małymi krokami, od dzisiaj 🙂


W grupie Ethical Travellers – weganizm i minimalizm tu i tam inspirujemy się wzajemnie w tematach związanych z dobrymi nawykami, roślinną dietą, minimalizmem, odpowiedzialnymi podróżami, ochroną praw zwierząt i przyrody. Dołącz do nas! Odwiedź również profil na Facebooku i Instagramie.


[1] Compassion in World Farming, “Ratujmy nasze antybiotyki” (dostęp 22.11.2019).

[2] Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!, “Jutro będzie futro” (dostęp 22.11.2019)

[3] Raport “Livestock long shadow” (“Długi cień hodowli”) wydany przez FAO w 2006 r. (UN Food and Agriculture Organization – Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa) (dostęp 22.11.2019).

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x